wtorek, 16 kwietnia 2013

Prolog

Krótkie info: znów zaczęłam pisać, pewnie bez potrzeby, ale to było silniejsze. Nie mam pomysłu na tą historię, mam tylko prolog.

Prolog



            Mała dziewczynka szybko przemierzała kolejne kilometry, gdzie dookoła napotykała jedynie bezkresne morze zeschłej trawy przesyconej zapachem i kryształkami soli, mieniącej się w ostatnich promieniach zachodzącego słońca. Po lewej stronie czaił się syczący ze złością ocean, uderzający o brunatne skały klifu jakby miał wdrążyć się w niego. Chmury skrupulatnie przysłaniały ciemniejące już niebo, a młodziutka osóbka raz po raz potykała się o wystające z ziemi większe kamienie. Dmący głośno wiatr szeptał cicho o zbliżającej się burzy.
            Wiatr szarpał za jej niebieską sukienkę w groszki, spychając ku głębokiej toni. Kolejne podmuchy podrywały do góry długie do ramion, pszeniczne włosy, które opadały na twarz w kształcie serduszka. Dziewczynka odgarniała je cierpliwie, drapiąc się po niewielkim nosku. Jej ogromne ciemne niczym węgiel oczy powoli zachodziły łzami, kiedy uświadomiła sobie, że jest sama.
            Minęło wiele godzin od wielkiej wyprawy, na jaką się porwała. Coś jednak nieubłaganie pchało ją na północ, powodując nieznośne przeczucie zbliżającej się katastrofy. Dopiero po dłuższej chwili zza sosnowego lasu wyłoniła się wysoka, biało-czerwona  latarnia ostrzegająca marynarzy o niebezpieczeństwie. Wokół jej lampy krążyły mewy wydające z siebie okrzyki, które przestraszyły młodą damę. Blond włosy anioł zatrzymał się kilka metrów od wejścia do budowli i popatrzył wysoko w górę. Zakręciło jej się przez moment w głowie być może z wycieńczenia, głodu a może zwyczajnie ze strachu.
            Wtedy po raz pierwszy poczuła to. Jakiś głos w głowie podpowiedział jej, że z tej odległości na pewno nie wyczułaby ciepłego, metalicznego zapachu, który uwalniał się z zimnego ciała, ale zlekceważyła go. Podbiegła ostatkiem sił w przeklęte miejsce i ujrzała leżącą na skraju klifu piękną kobietę w szarej, ołówkowej sukni. Nieznajoma miała cudownie wydatne różane usta, kobiece kształty i delikatnie powiewające na wietrze jasne loki, w które wetknięte były świeżo zerwane wrzosy. Byłaby wręcz idealną kandydatką na modelkę, gdyby nie cienka strużka krwi, która skapywała do szumiącego głośno oceanu.
            - Mama... – szepnęło maleńkie dziecko, rzucając się w kierunku ciała.
            Blond włosa dziewczynka nie miała pojęcia, ile czasu tuliła do siebie matkę. Otrząsnęła się dopiero wtedy, kiedy ogromne krople deszczu jęły uderzać ją po plecach niczym baty. Podniosła głowę i wtem ujrzała pod lasem kobietę w jasnej, połyskującej sukni ozdobionej zawiłymi wzorami. Jej niebieskie oczy spoglądały na nią ze smutkiem, ale i z cieniem radości. Długimi do pasa czarnymi włosami delikatnie poruszał wiatr, mimo panującej w koło wichury. Istota podpłynęła do dziewczynki, która wpatrywała się zafascynowana w mleczną cerę, długie włosy i ciepły uśmiech, który pojawił się na ustach przybysza.
            - Witaj, córko – odezwała się ciemnowłosa wyglądająca może na dwadzieścia lat, jednak z jej postawy biła mądrość. – Ktoś skrzywdził twoją mamę – zerknęła na ciało za dziewczynką. – Jednak nie powinnaś się poddawać. Masz w sobie wielką moc. – Wyciągnęła rękę w stronę dziecka. – Wierzysz mi, córko?
            - Tak – szepnął jasnowłosy anioł i podszedł bliżej kobiety.
            - Jesteś gotowa stawić czoła wielu wyzwaniom? To nie będzie proste zadanie. Zostałaś stworzona do niego, Eligio, nigdy nie możesz się poddać. Będę nad tobą czuwać, mimo że nie będzie mnie u twego boku, będę tutaj – wskazała dłonią na serce dziewczynki. – Zgadzasz się?
            Dziewczynka kiwnęła ochoczo główką, a przepiękna istota podpłynęła bliżej i złożyła pocałunek na jej czole. Jasnowłosa księżniczka krzyknęła z powodu przepełniającego ją bólu i rozchodzącej się dookoła jasności.


            Lena Black obudziła się z krzykiem.

1 komentarz: